Elżbieta z Wrocławia


Piszę do Was w przededniu urodzin. To bardzo poważne urodziny i barzo mnie dołują. Ale żeby nie było tak smutno sięgam do wspomnień radosnych. I jest to czas spędzony w Przesiece .Pierwszy raz przyjechałam jako mała kolonistka do D.K PRK 8 Zorza i tak rok w rok latem, zimą. Zawsze było pięknie, cudowny krajobraz z okna mojej werandy na okazałe świerki, tajemniczą Różaną i Kotlinę Jeleniogórską.

Była to nieco inna Przesieka - rozśpiewana głosami kolonistów z Poznanianki, Warszawianki z Zorzy czy Karolinki. Wieczorem słychać było obozowiczów zakwaterowanych w leśniczówce (obóz stoczni szczecińskiej) czy tych roześmianych z Pródnika. Działał Klub Ruch do którego biegaliśmy po lizaki a tuż niżej kawiarnia Stokrotka - miejsce pierwszych potańcówek. No i wreszcie kultowe miejsce bar Pod Lipami. Magiczna szafa grająca gdzie wciskaliśmy AOn, żeby na okrągło słuchać Procol Harum Shade of Pale. Kogo tam nie było w tych izbach i wałęsający się po górach aktorzy i topowi wokaliści. I wszyscy jak jedna urzeczona klimatem miejsca rodzina.

Wreszcie to ludzie - cudowni gospodarze Zorzy p. Halina i jej grający na trąbce mąż Czesław, sąsiedzi z zadbanym ogrodem chyba p.Czerscy, starsza p.Ewa, małżeństwo z drogi nad wodospad, którym z chłopakami z kolonii pomagałam zwozić siano (teraz to by nie przeszło). Później znajomości z napływającymi do Przesieki i z Wrocławia i z Warszawy.

Co jakiś czas przywożę swoją rodzinę i znajomych aby im coś opowiedzieć i pokazać. Ale jest to już inna Przesieka - nieco wyciszona tak jak wszędzie komercyjna; albo ja jestem już inna.

Elżbieta z Wrocławia





















<<<< POWRÓT